zdrowie, choroby, leczenie, domowe sposoby


Polityka prywatności

Kontakt





RSS
wtorek, 14 maja 2013

GRZYBEK TYBETAŃSKI

 

W wyglądzie przypomina bardziej kalafior lub posklejany ryż niż grzybka, ze względu na biały kolor i budowę nazywany jest także śnieżnym lotosem. Przyrządzony z niego napój w smaku przypomina kefir.

Jednak nie jego walory smakowe są najważniejsze. Stał się tak niezwykle popularny gdyż posiada właściwości antybakteryjne, antygrzybiczne, antynowotworowe i przeciwzapalne a dodatkowo poprawia odporność i gwarantuje długowieczność.

Wpływ grzybka tybetańskiego na zdrowie: 

 

  • reguluje i poprawia przemianę materii
  • leczy choroby układu pokarmowego, m.in. dolegliwości trawienne, wrzody żołądka i dwunastnicy
  • reguluje ciśnienie tętnicze i poziom glukozy we krwi
  • redukuje „zły cholesterol”
  •  zapobiega chorobom serca
  •  jest probiotykiem
  • leczy stany zapalne
  • hamuje wzrost komórek nowotworowych
  • wytwarza interferon o działaniu antywirusowy
  • leczy choroby narządów wewnętrznych: wątroby, trzustki, śledziony, nerek, pęcherza moczowego
  • rozpuszcza kamienie w woreczku żółciowym
  • hamuje proces starzenia, łagodzi skutki stresu i zmęczenia
  •  łagodzi ból i oparzenia słoneczne
  • pomaga walczyć z bezsennością
  • poprawia libido
  • jest źródłem wielu witamin

Dzięki temu wszechstronnemu zastosowaniu w naturalnej medycynie grzybek zyskał sobie już mnóstwo wielbicieli, stosowany jest także w kuracjach kosmetycznych. Przy tym polecany jest dla dzieci. Kuracja tybetańska jest bardzo prosta: przyrządzony z niego kefir należy pić przez 20 dni, następnie zrobić 10 dni przerwy i ponownie wrócić do kuracji. Proces leczenia można powtarzać wielokrotnie.

 


HODOWANIE

Grzybka (wielkości śliwki czy orzecha włoskiego) należy zalać szklanką mleka i trzymać w słoiku bez przykrycia, należy jedynie przykryć go gazą. Po 24 godzinach należy wymieszać roztwór i odcedzić grzybka przez sitko. Grzybka trzeba przepłukać zimną wodą a następnie wstawić znów do świeżego mleka. Jeżeli po kilku dniach napój stanie się bardziej kwaśny należy zalać go większą ilością mleka. Należy pamiętać o tym, że grzybek rozmnaża się i w ciągu 2-3 tygodni powiększa się dwukrotnie a tym samym potrzebuje więcej miejsca.

Należy codziennie zalewać go świeżym mlekiem (może być nawet mleko UHT choć lepiej zwykłe, a w wersji wegańskiej sprawdzi się również mleko sojowe). Proces fermentacji trwa 12-24 godzin. Nawet jeśli nie spożywamy grzybka, nadal musimy ponawiać te czynności, gdyż bez tego grzybek straci swoje właściwości, zmieni kolor a w konsekwencji obumrze. Należy hodować go w temperaturze pokojowej ok. 18-24 stopni C. NIE WOLNO STOSOWAĆ ŻADNYCH METALOWYCH SITEK, ŁYŻECZEK.

W razie gdyby opieka nad grzybkiem była niemożliwa przez jakiś czas można go zamrozić. Po rozmrożeniu codziennie zalewamy świeżym mlekiem jak przy normalnej hodowli. Nawet jak przez pierwsze dni mleko nie będzie się kwasiło, to trzeba je zlewać i zalewać świeżym. Po paru dniach wszystko wróci do normy – grzybek zacznie znowu tworzyć „kefir”

Kefir można podawać samodzielnie, zmiksowany z owocami lub z ziarnami zbóż.



23:34, natradzik
Link Komentarze (3) »
sobota, 23 marca 2013

Kwas Alfa-Liponowy na poprawę metabolizmu oraz wzroku.

Kwas alfa-liponowy (ALA) to bardzo skuteczny antyoksydant rozpuszczalny zarówno w wodzie, jak i w tłuszczu.

Często nazywany jest uniwersalnym antyutleniaczem. Skutecznie zwiększa efektywność działania innych przeciwutleniaczy, w tym witaminy C i E. W organizmie bierze udział w przemianie składników odżywczych i produkcji energii. Jest substancją witaminopodobną, która pobudza metabolizm, unieszkodliwia wolne rodniki, chroni materiał genetyczny, spowalnia starzenie się organizmu.

ALA produkowany jest w małych ilościach w organizmie człowieka. W przypadku, gdy jest to ilość niewystarczająca, niezbędnym warunkiem prawidłowego funkcjonowania organizmu staje się suplementacja.

Kwas alfa-liponowy przyspiesza utlenianie glukozy, zwiększa zapas glikogenu w wątrobie, korzystnie wpływa na metabolizm węglowodanów i lipidów. Preparat stanowi doskonałe uzupełnienie diety dla diabetyków.

    Wspomaga pracę układu krążenia i serca
    Ochrania narządy wzroku i wątroby

Kwas alfa liponowy jest jednym ze skuteczniejszych antyoksydantów. Organizm produkuje go w sposób naturalny. W przeciwieństwie do innych wytwarzanych antyutleniaczy. Bierze udział w procesach detoksykacji, normalizuje poziom cukru we krwi, zwiększa zapas glikogenu w wątrobie, obniża stężenie lipidów we krwi, a także zwiększa wydolność psychiczną i fizyczną. Kwas alfa liponowy umożliwia regenerację uszkodzonych struktur DNA, lipidów i protein, wiąże toksyczne związki, przez co lepiej są one usuwane z organizmu.

Z wiekiem organizm przestaje wytwarzać kwas liponowy w wystarczającej ilościach, aby mógł odgrywać swoją rolę. Po przekroczeniu czterdziestki należy zacząć uzupełnianie zasobów tego związku.

Wskazania do suplementacji kwasem alfa-liponowym:

    Dolegliwości sercowo-naczyniowe
    Problemy ze wzrokiem
    Schorzenia wątroby
    Nadwaga
    Osoby starsze
    Palacze
    Problemy z poziomem cukru we krwi.


Dawkowanie: 2 razy dziennie po 1 kapsułce, do posiłku, popijając wodą.Nie należy przekraczać zalecanej porcji. Preparat nie może stanowić substytutu zróżnicowanej diety.

Przeciwwskazania: nie jest zalecany kobietom w ciąży i w okresie karmienia.


sobota, 09 marca 2013

Co leczy marihuana?

Marihuana to przede wszystkim medycyna !!! A nielegalna jest tylko dlatego, ze nie można jej opatentować, czytaj: nie można na niej zarabiać. Firmy farmaceutyczne popadały by natychmiast, a one wszak trzymają władze na świecie. Medyczna Marihuana leczy : ADHD, AIDS,alkoholizm, alzheimer, anoreksja, astma, arterioskleroza, artretyzm, bezsenność, biegunki, bóle, bóle menstruacyjne, bóle mięśniowe, bóle nowotworowe, bóle reumatyczne, Crohn ( Leśniowski ), demencja, depresja, dermatozy, dyskinezje, dystonia, dystrofia mięśniowa, egzemy, epilepsja, glejak wielopostaciowy, gronkowiec złocisty MRSA, MSSA, grzybica, HBV, hemoroidy, HCV, HIV, huntington, infekcje, jaskra, jęczmień oka, kachleksja, leukemia, łuszczyca, miażdzyca, migreny, nowotwory mózgu, nowotwory piersi, nowotwory płuc, nowotwory skóry, odleżyny, oparzenia, paraplegia, parkinson, plamica wątrobowa, porażenie mózgowe, PTSD, retinopatia cukrzycowa, skurcze spastyczne, stwardnienie rozsiane, szumy uszne, świąd, tetraplegia, tiki nerwowe, tinnitus, tourett, trądzik, udary mózgu, urazy mózgu, wymioty, wytrzeszcz, zapalenie gardła, zapalenie oskrzeli, zapalenie wątroby typu B, zapalenie wątroby typu C, zapalenie węzłów chłonnych, zapalenie żyły, zapalenie serca, zespół napięcia przedmiesiączkowego, zespół stresu pourazowego, żylaki.

19:52, natradzik
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 lutego 2013

RAK JEST WYLECZALNY Z NATURY
Dr Stanisław Rymsza
(Artykuł opublikowany w tygodniku „Ład” 27 października 1985 r.)
W związku z artykułem R. J. Baja pt. „Adwentyści wobec nowotworów” (Ład nr 33) poczuwam się do obowiązku moralnego i naukowego ukazania wyników moich badań biologicznych nad profilaktyką i autoterapią raka.
Tę wielką sprawę ogólnoludzką zapoczątkował drobny „prywatny” konflikt z medycyną, reprezentowaną przez kilku lekarzy pracujących w klinikach, którzy odmówili mi współpracy, „nie ufając nowinkom biologicznym”. Byłem więc zmuszony uciec się do testu publicznego. W styczniu i lutym 1954 r. w ramach akcji odczytowej TWP wygłosiłem cztery popularnonaukowe prelekcje otwarte o moich badaniach nad rakiem u zajęcy i królików oraz obserwacjach porównawczych chorych ludzi. Umówiłem się ze słuchaczami, aby donosili mi o każdym pozytywnym i negatywnym wyniku zastosowania przedstawionej im mojej metody sterowania samoleczeniem się organizmu w każdym przypadku (wykrytego przez specjalistyczną medycynę) raka u nich i ich bliskich. Odtąd w ciągu 25 lat otrzymałem 46 takich doniesień pozytywnych (guzki sutkowe — 32, nadżerki szyjki macicy — 8, guzy wątroby — 2, induratio penis — 2, nowotwór skóry — l, rak płuc — 1). Negatywnych zaś nie otrzymałem. A te contra factum non valet argumentum, więc nie czekając zaplanowanej początkowo setki (do bilansu procentowego), opisałem te godne uwagi owoce moich zignorowanych przez medyków „nowinek biologicznych” i rozesłałem komunikat do wszystkich uczonych parających się tą problematyką.
Był to wynik moich żmudnych badań: odkrycie nowej prawdy o specyficznej roli kwasu L-askorbinowego (C6H8O6) w tworzeniu się i funkcjonowaniu fagocytów, zdolnych do pożerania komórek rakowych. Mikrobiologicznicznie, ponad wszelką wątpliwość stwierdziłem, że ten kwas (acidum L-ascorbinicum), zwany witaminą C, przekształca bierne leukocyty, zwłaszcza neutrofilne w aktywne fagocyty, które drapieżnie bronią organizm przed wszelką infekcją zewnętrzną i przed neocytozą wewnętrzną, zakłócającą Jego genetyczny porządek rozwojowy, stabilnie zaplanowany w DNA. Pełne zaopatrzenie krwi i limfy w molekuły witaminy C tak potężnie uzbraja tworzące się pod jej wpływem fagocyty i makrofagj, że absolutnie żadne obce mikroorganizmy nie są zdolne rozwijać się w jej środowisku osmotycznym. Tu fagocyty przy pomocy witaminy C rozpuszczają (rozmiękczają) ścianki niepotrzebnych komórek egzogennych (mikroby chorobotwórcze) i endogennych (tkanki martwicowe, neocyty i neoplazy rakowe), a następnie je pożerają, same przy tym ginąc i trupami swymi wypełniając gruczoły chłonne, skąd są systematycznie wydalane do moczu jako tzw. „ciała ropne”, znane powszechnie z elementarnych analiz lekarskich.
W świetle tej prawdy o kwasie L-askorbinowym witamina C, może śmiało awansować do rangi wymarzonego przez ludzkość panaceum. Jeżeli wszyscy będą mieli zawsze swoją krew nasyconą witaminą C, to nie tylko rak, ale również inne dolegliwe cierpienia (grypa, katar, torbiel przyzębna, szkorbut etc.) zostaną wykreślone z rejestru chorób człowieka. Są tu jednak pewne bardzo istotne
restrykcje, które przeoczają inni badacze (np. Pauling). Dlatego ich wyniki są połowiczne, a wnioski błędne. Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić, ze witamina C nie jest lekiem sensu stricte, lecz koniecznym składnikiem organizmu, jak woda (H2O) i sól (NaCl), których naturalne uzupełnienie należy do kulinarii — nie do terapii. Dopiero brak tych składników lub ich niedobór wywołuje stany chorobowe, wymagające ingerencji medycyny. Takim właśnie deficytowym składnikiem krwi człowieka jest dziś kwas L-askorbinowy (C6H8O6), którego ubytek powiększa się coraz bardziej w miarę postępu technizacji życia codziennego (wibracja, promieniowanie, hałas, ultradźwięki) i chemizacja pokarmów (konserwacja, dezynfekcja, dezynsekcja). Szczególnie szkodliwa tu jest pironizacja żywności, zapoczątkowana wkrótce po wynalazku ognia, a dziś doprowadzona do perfekcji. Surówki spożywa człowiek coraz rzadziej. A więc, w rezultacie deficytu witaminy C w jego krwi, rozwijają się tzw. „choroby cywilizacyjne”, pośród których rak zajmuje czołowe i najgroźniejsze miejsce pobudzając uczonych (Rosenthal, Galio) do snucia najbłędniejszych hipotez i teorii. Np. nie wiedzą oni, że modny dziś interferon jest bezwartościowym odpadkiem (askorbinofagocytozy) antagonistycznych wirusów, a więc „śmieciem” witaminy C.
Rola witaminy C w organizmie Jest dwojaka. Primo: Jest ona konieczna jako czynnik (enyzm askorbinaza) metabolizmu, bez którego proces życia (przemiana materii) byłby niemożliwy. Secundo: służy fagocytom i makrofagom jako niezbędne narzędzia obrony organizmu przed egzo- i endoinfekcją. Stosownie do tej dwoistej funkcji witaminy C, jej zapas w organizmie dzieli się niejako na dwa magazyny. Pierwszy — bazowy, konstytutywny, stały, metaboliczny, nienaruszalny (na rzecz drugiego). Drugi — obronny, niestały, ilościowo zmienny, w zależności od dopływu z zewnątrz, z pokarmów, zużywalny po zaspokojeniu zapotrzebowań pierwszego (po jego nadmiarze ilościowym).
Normalnie organizm sam wytwarza witaminę C dla obu tych „magazynów” w dostatecznej ilości. Niestety. cywilizacja techniczna permanentnie utrudnia to wytwarzanie oraz niszczy (denaturalizuje) potrzebne do tego surowce pokarmowe. Stąd wiele ludzi nie posiada dostatecznego stężenia witaminy C we krwi, wystarczającego na zaopatrzenie obu tych „magazynów” stale się opróżniających wskutek procesu życia i obrony fagocytarnej. Cywilizacja techniczna prowadzi do tego, te zapas witaminy C zabezpiecza już tylko zaspokojenie konstytutywnych potrzeb metabolizmu i to w coraz uboższym zakresie Na potrzeby obronne mamy jej coraz mniej. Wynaturzony przez technikę i starzejący się organizm wytwarza ją coraz skąpiej, a schemizowane pokarmy dostarczają coraz mniej surowca, przydatnego na to wytwarzanie. Oba te nieszczęścia idą w parze! Na ich tle powstają różne choroby zakaźne, które medycyna nauczyła, się zwalczać za pomocą osobnych szczepionek. Ale wobec neocytozy kancerogennej okazała się bezradna, wskutek niewiedzy o istotnej roli witaminy C w organizmie, gdzie ona stanowi uzbrojenie fagocytów, zabijających i pożerających wszelkie niepotrzebne komórki (neocyty, mikroby, nekroby).
Odkrycia tych niepodważalnych prawd o witaminie C dokonałem na zasadzie: necessitas mater, studiorum. W roku 1952 lekarze stwierdzili, że mój najbliższy przyjaciel jest chory na „raka wątroby z przerzutem na płuca”. Zaproponowali jako jedyny ratunek chirurgiczne usunięcie guza oraz rentgeno- i chemioterapię z gwarancją życia przez 2 lata po operacji. Odrzuciłem tę „łaskę” medycyny i jako biolog na własną rękę podjąłem walkę ze śmiercią człowieka, poświęcając badaniom ponad 400 królików, co zawdzięczam pomocy prof. Jana Dembowskiego, który uwierzył w moją hipotezę intuicyjnie. Po wielu eksperymentach stwierdziłem, że 88 proc. rakowatych królików powróciło do zdrowia po wprowadzeniu dużych dawek witaminy C do ich pożywienia. Dalsze próby, już po wyeliminowaniu dostrzeżonych błędów transplantacyjnych, wykazały 100-procentowe wyzdrowienie zwierząt, dożywianych witaminą C. Podkreślam: dożywianych! — nie leczonych! Onkolodzy bowiem pouczyli mnie, że witamina C jest lekiem za mało toksycznym, więc nie zatruje raka(!)
Równolegle z królikami i mój najbliższy przyjaciel został w ten sam sposób uratowany od niechybnej śmierci, prognozowanej przez medycynę. Już w styczniu 1954 r. był on prawie zdrowy: z płuc całkowicie zniknęły wszystkie 4 guzki wielkości fasoli, a na wątrobie guz (wielkości mandarynki) zmalał do rozmiarów orzecha laskowego. Po następnym roku rtg nie wykazał Już żadnych zmian. A niedoszły „umarlak” jest dziś uosobnieniem zdrowia i siły (mężczyzna ten liczy dziś lat 89. 180 cm. 89 kg). Przez ostatnie 25 lat, odkąd pozbył się swego raka. nie chorował ani razu, nawet na katar — wyraźnie odmłodniał. A to dzięki witaminie C, której dawkę obliczyłem mu na 9 g dziennie krystalicznego kwasu L-askorbinowego, rozpuszczonego w litrze wody z cukrem. Po wyzdrowieniu pacjenta redukowałem stopniowo tę dozę aż do 2 g. które utrzymałem, na stałe jako minimum profilaktyczne, wykluczające nawrót nowotworu — co również wybadałem na zwierzętach. A więc (uczciwie wyprodukowanych przez „Polfę”) 18 drażetek a 0,2 g witaminy C dziennie całkowicie zabezpiecza mu zdrowie przed nowotworami, ale również przed innymi chorobami i schorzeniami.
Jako wskaźnik kontrolny nasycenia organizmu kwasem L-askorbinowym przyjąłem Jego śladową obecność w urynie. Kto w moczu ma kwas askorbinowy, temu nie grozi rak ani inna choroba. Zrozumiała więc jest naiwność amerykańskich uczonych (np. Burzyńskiego), którzy z moczu wypreparowują ten nadwyżkowy odpadek witaminy C jako specyficzny „antyneoplaston”. Przecież to substancja już mało aktywna biochemicznie, „zmęczona” pracowitą wędrówką po organizmie! Ale oni tego nie rozumieją i nie wiedzą, że to odpad witaminy C.
Odkrywszy tak niezwykłe walory witaminy C, przeprowadziłem bardzo dokładne badania mikrobiologiczne i biochemiczne nad jej działaniem. Tu m. i n. okazało się, że jest ona bardzo wybredna i kapryśna pod względem „towarzyskim”. We krwi nie znosi ona obecności alkoholi, alkaloidów, glikoalkaloidów. sulfamidów etc. Pod ich wpływem struktura kwasu L-askorbinowego ulega przekształceniom izomerycznym i traci niektóre atomy, przemieniając się w kwas dihydroaskorbinowy (C6H6O6) albo w inne bezwartościowe „askorbiniaki” (kwasy: d-askorbinowy, L-izoaskorbinowy, d-izoaskorbinowy), których mieszaninę fabryczną sprzedają apteki pod nazwą „witamina C”, ale bez literki „L” przed nazwą łacińską: acidum ascorbinicum. To pociąga za sobą bezskuteczność terapeutyczną i profilaktyczną tej handlowej witaminy C. A w organizmie traci ona wszelką wartość ochronno-fizjologiczną, gdy spotyka tam różne „używki” przyjemnościowe, nie stanowiące pokarmu.
A zatem kto chce mieć w swoim organizmie prawidłową gospodarkę askorbinową, gwarantującą absolutne zdrowie pod każdym względem, ten musi zrezygnować z wielu rozkoszy „cywilizacyjnych”, jakimi codziennie zanieczyszcza swoją krew (alkohol, nikotyna, kofeina, solanina etc.). To jest warunek konieczny skuteczności działania witaminy C. którą należałoby ustawowo wprowadzić do wszystkich produktów spożywczych, poddając je askorbinizacji przemysłowej. Bo tylko w ten sposób wszyscy ludzie będą mieli krew nasyconą tą witaminą bez uciążliwej konieczności łykania drażetek. Opłaciłoby się to wielokrotnie bardziej niż budowanie
kosztownych ośrodków onkologicznych — albowiem tańsze jest zapobieganie aniżeli leczenie.
Aby uniknąć nieporozumień powtarzam, że tylko jeden kwas askorbinowy jest witaminą C, chociaż wszystkie one mają identyczny wzór ilościowy (C6H8O6), z wyjątkiem dihydroaskorbinowego (C6H6O6). Różnica polega na budowie molekuł (drobin) tych kwasów. Prawdziwa witamina C musi mieć literkę „L” przed swą nazwą: acidum L-ascorbinicum. To jest klucz do zagadki, na której załamują się badania i odkrycia wszystkich uczonych. A ich kosztowny interferon jest mało skuteczny, bo to odpad fagocytarny kwasu L-askorbinowego. powstający przy antagonizacji wirusów.
Dr STANISŁAW RYMSZA

01:12, natradzik
Link Komentarze (1) »
1 ... 6 , 7 , 8 , 9 , 10